Serwis informacyjny
Rozmowa GP z Prezesem PAA Jerzym Niewodniczańskim
Data dodania: poniedziałek, 2008.03.31, autor: gazetaprawna.pl
Do tej pory nikt z polityków nie miał przekonania do energetyki jądrowej, a jak miał, to je ukrywał.
Dlaczego upadały rządowe plany dotyczące wprowadzenia w Polsce energetyki jądrowej? Na czym się zatrzymały?
- Był tylko jeden taki plan, dotyczący Żarnowca. A czemu upadł - wiemy. Wstrzymując w 1990 roku budowę Żarnowca, rząd postanowił wracać do tej sprawy co pięć lat (przy okazji 20-letnich strategii energetycznych). W 1995 roku zdecydował, że pierwsze elektrownie jądrowe powinny być w Polsce już przed rokiem 2015. W roku 2000 powiedział - do 2020 nie potrzebujemy w naszej sieci prądu z elektrowni jądrowych. W 2005 - jednak bez elektrowni jądrowych nie damy rady, musimy poważnie rozważyć możliwość włączenia do sieci takich elektrowni już w latach 2021-2022. Był wtedy rząd Marka Belki, dosyć energicznie przystąpił on do realizacji tego pomysłu. Podjęto nawet decyzję, że od 2006 roku ruszy program uświadamiania społeczeństwa, aby uzyskać akceptację społeczną dla energetyki jądrowej - tak żeby już w 2008 roku była zgoda lokalnej społeczności na budowę elektrowni w konkretnym miejscu.
I będzie ta lokalizacja w tym roku?
- Nie, bo przecież potem były wybory, żaden program nie ruszył. Zwycięski PiS dużo mówił o energetyce jądrowej, ale nic nie robił. Piotr Woźniak, minister gospodarki, dwukrotnie ustanawiał komitet ds. energetyki jądrowej, dawaliśmy ludzi do tego komitetu, ale żaden komitet nigdy nie powstał.
Dlaczego przez prawie 20 lat nie potrafimy podjąć decyzji w sprawie budowy elektrowni jądrowej?
- Nie wiem, ale pewnie dlatego, że to jest taki gorący kartofel polityczny. Każdy z polityków, który by się wyraźnie opowiedział za energetyką jądrową, straciłby pewnie część wyborców, a poza tym widocznie do tej pory nikt z polityków nie miał przekonania do energetyki jądrowej, a jak miał - to je ukrywał. Znam ministrów przemysłu, mniejsza o nazwiska, którzy byli nawet absolwentami energetyki jądrowej, popierali ją, ale tylko prywatnie....
Co to znaczy mieć przekonanie do energetyki jądrowej?
- To znaczy rozumieć wszystkie korzyści i ograniczenia tej technologii. Ale przede wszystkim - patrzeć na rozwój Polski, na polską energetykę, z punktu widzenia interesów kraju i przyszłych pokoleń. Jestem może staroświecki, ale tylko takie podejście oznacza dla mnie prawdziwy patriotyzm. Teraz politycy myślą raczej kategoriami partii, grupy, rodziny, własnej kariery, a nie kraju. Oczywiście energetyka jądrowa nie jest i nie będzie w Polsce alternatywą dla energetyki węglowej, ale... Szkoda dla naszego bieżącego komfortu spalić nasze złoża węgla kamiennego, to przecież cenny surowiec chemiczny, bez którego nie da się zrobić wielu rzeczy, w tym aspiryny, a jego zasoby, którymi teraz stoi polska energetyka, wyczerpią się za około 70 lat. Węgla brunatnego jest znacznie więcej - chociażby same pokłady w okolicach Legnicy starczyłyby na około 200 lat przy obecnym tempie jego zużycia, ale są opory przed ich eksploatacją. Ekolodzy nie chcą nawet o tym myśleć...
Projekt polityki energetycznej do 2030 roku uznaje energetykę jądrową za jeden z priorytetów...
- Ten dokument to w zakresie energetyki jądrowej, ale nie tylko, bubel. Mam nadzieję, że nie przejdzie. Tam jest zapisana m.in. likwidacja Państwowej Agencji Atomistyki - rozwiązanie dziwaczne, niezgodne z podpisanymi przez Polskę konwencjami, nie mówiąc o prawie polskim. Jest tam wiele pomysłów nie z tej ziemi, jak na przykład wydawanie przedprojektowych, przedlokalizacyjnych zezwoleń na budowę elektrowni jądrowych, znowu niezgodne z polskim prawem - które jest przygotowane na inwestycje jądrowe, nielogiczne i szkodliwe. No i jest zapis, że elektrownia jądrowa powinna powstać do 2021 roku, co jest nierealne.
Polska Grupa Energetyczna, największa polska firma energetyczna i jako jedyna przyznająca, że chce budować elektrownię jądrową, też podaje 2021 rok.
- To nierealne, bo tego typu inwestycja: począwszy od decyzji politycznej, że będziemy budować elektrownię jądrową w kraju, gdzie nie było jeszcze takich elektrowni, musi trwać co najmniej 15 lat. Inwestor i odpowiednie kapitały pewnie się znajdą, ale państwo będzie musiało zabezpieczyć przedsięwzięcie na wypadek nieuzasadnionego przerwania inwestycji czy nawet późniejszej eksploatacji elektrowni. Pieniądze wykładałby prywatny inwestor tak jak na fabrykę butów, ale to ryzyko musi wziąć na siebie państwo. Generalnie dlatego, że zawsze będą grupy sprzeciwiające się energetyce jądrowej. Nie do pomyślenia jest pełna akceptacja dla energetyki jądrowej, a to się różnie kończy. Mamy przykład z Austrii, gdzie była już gotowa elektrownia jądrowa, ale jedna z partii powiedziała: zróbmy referendum i okazało się, że elektrownia ma 1,5 proc. więcej przeciwników niż zwolenników i wszystko zostało zaprzepaszczone. Poza tym w którymś z 500 reaktorów energetycznych świata może wydarzyć się jakaś awaria - i wtedy też mogą wystąpić sprzeciwy społeczne. Obserwowaliśmy to na przykład we Włoszech, gdzie pod koniec lat 80. zamknięto cztery świetnie działające elektrownie jądrowe i wstrzymano uruchamianie kolejnej, nowoczesnej elektrowni.
Jakie warunki powinny być spełnione, żeby można było mówić o budowie elektrowni atomowej w Polsce?
- Moim zdaniem są trzy warunki. Po pierwsze: niska cena kredytu, bo to inwestycja kapitałochłonna - na poziomie 1,5 mln euro za 1 MWe. Po drugie: akceptacja społeczna, zwłaszcza społeczności lokalnych, bo nie można sobie wyobrazić w demokratycznym społeczeństwie, że buduje się coś bez zgody ludzi (dlatego rząd Marka Belki chciał rozpocząć program energetyki jądrowej w Polsce od starań o uzyskanie akceptacji społecznej). Po trzecie: program zagospodarowania wypalonego paliwa jądrowego i odpadów promieniotwórczych. W Polsce takiego programu nie ma.
Dlaczego buduje się elektrownie atomowe?
- Rzeczywiście można mówić nawet o renesansie energetyki jądrowej nie tylko w świecie, głównie na Dalekim Wschodzie, ale również w Europie. Elektrownie jądrowe budują Finowie w Olkiluoto, Francuzi we Flamanville, są decyzje o budowie elektrowni w Bułgarii - w Beleme, kolejnych bloków w elektrowni Czernewoda w Rumunii i w Mochowcach na Słowacji, nowych bloków w Ignalinie na Litwie, realne są plany budowy elektrowni jądrowej na Białorusi. Nowe bloki jądrowe chcą też budować Czesi i Węgrzy, bardzo rozbudowany jest program nowych elektrowni jądrowych w Rosji. W każdym przypadku motywacja jest taka sama, czyli dla inwestorów stabilny interes, a dla konsumentów bezpieczeństwo energetyczne. Elektrownia jądrowa spłaca się przez 30 lat, a żyje 50-60 lat. Rynek paliwa, czyli głównie uranu, jest dosyć łatwy. Sam uran, chociaż jako metal drożeje, to w kosztach energii elektrycznej nadal ma udział ledwie 3-5 proc., a energia jądrowa, która do niedawna przegrywała z energią z węgla, po wydłużeniu życia elektrowni atomowych do 50-60 lat stała się najtańsza.
Jaka powinna być skala inwestycji w energetykę jądrową w Polsce?
- Nie warto budować elektrowni jądrowych tylko po to, żeby były, żeby Polska była w klubie jądrowym. Jeżeli za wiarygodne uznać prognozy, że do 2030 roku powinno być w Polsce zainstalowanych 50-60 tys. MWe mocy, a nie należy drastycznie zwiększać energetyki węglowej, znając też realne możliwości energetyki odnawialnej w polskich warunkach, biorąc pod uwagę uwarunkowania polityczne, jeśli chodzi o import gazu itp., to udział energetyki jądrowej nie powinien być mniejszy niż 10 proc., czyli rzędu 5-6 tys. MW. To też niby mało, ale dla krajowego systemu miałoby już duże znaczenie, energetyka jądrowa stworzyłaby w naszym systemie taki stabilny rdzeń. Tych elektrowni prawie się nie wyłącza i o ile na przykład elektrownie wiatrowe pracują pełną mocą tylko około 20 proc. czasu użytkowania, to jądrowe aż 95 proc.
Jak rozpocząć w Polsce poważną debatę o energetyce jądrowej?
- Potrzebna jest najpierw debata w Sejmie. Zresztą posłowie kolejnych kadencji o debatę na temat energetyki jądrowej prosili. Potem musiałaby być uchwała Sejmu otwierająca rządowi pole do działania, a później decyzja rządu. No i jednocześnie podstawowy warunek - akceptacja społeczna. Społeczności lokalne są do przekonania, zwykle kupuje się je tańszą energią, miejscami pracy, inwestycjami w regionie. I nie można zaczynać od wielkich projektów. Trzeba zacząć od jednej elektrowni, społeczeństwo musi się przyzwyczaić do tej technologii, wszystkie służby muszą nabyć doświadczenia. Z tego punktu widzenia gorąco popieram projekt wspólnego z Litwinami budowania nowej elektrowni jądrowej w Ignalinie.
Rozmawiał Ireneusz Chojnacki
