Serwis informacyjny
Bez elektrowni jądrowej zabraknie nam energii
Data dodania: czwartek, 2008.03.27, autor: cire.pl
Rząd Donalda Tuska przygotowuje zmianę długofalowej polityki energetycznej państwa. Prace nad projektem polityki energetycznej do 2030 roku mają zakończyć się w czerwcu. Czy będzie zgoda na rozpoczęcie budowy w Polsce elektrowni jądrowej?
Resort gospodarki kierowany przez ministra Piotra Woźniaka oceniał, że aby spełnić stawiane Polsce wymogi ekologiczne, mamy dwie opcje: uzależnienie się od dostaw energii elektrycznej spoza Unii Europejskiej lub rozwój energetyki jądrowej w kraju. Minister Woźniak chciał, żeby priorytetem było rozpoczęcie przygotowań do budowy elektrowni jądrowej w Polsce.
Trzeba porozumieć się z ekologami
Organizacje pozarządowe (w tym Greenpeace Polska, WWF Polska i Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej) uznały, że resort gospodarki powinien swój pogląd zweryfikować. Oceniały, że energetyka jądrowa m.in. pogłębi uzależnienie energetyczne Polski wskutek importu paliw jądrowych, powodować będzie tworzenie miejsc pracy za granicą, zwiększy ryzyko ataku terrorystycznego. Ekolodzy wskazywali też, że ich zdaniem problem składowania odpadów i zamykania obiektów energetyki jądrowej nie został rozwiązany, co oznacza próbę przerzucenia problemu na następne pokolenia.
Trzeba określić zapotrzebowanie na moc
Latem 2006 roku, w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości, doszło w Polsce do przerw w zasilaniu energią, czasowo został ograniczony eksport. Przy okazji na światło dzienne wyszły wszystkie bolączki polskiej energetyki: od fatalnego stanu technicznego bloków energetycznych, przez brak możliwości kompensowania deficytu energii produkowanej w kraju przez import, a na ograniczanych siłą rzeczy zasobach krajowych paliw skończywszy. W styczniu 2007 r. Komisja Europejska przyjęła zaś pakiet klimatyczno-energetyczny 3 x 20, który na początku przyszłego roku ma przybrać wiążące ramy prawne (przynajmniej w odniesieniu do redukcji gazów cieplarnianych i zwiększenia udziału energii ze źródeł odnawialnych), co wymusza zmianę struktury paliw w polskiej energetyce.
Może nie bezpodstawnie resort gospodarki uznawał, że bez elektrowni jądrowych nie uda się w sposób racjonalny zapewnić bezpieczeństwa pracy polskiego systemu elektroenergetycznego po 2020 roku. Zabrakło jednak przekonywających analiz. Stowarzyszenie Elektryków Polskich, będąc generalnie za energetyką jądrową, zwróciło uwagę, że w opracowaniu nie określono prognozowanego zapotrzebowania mocy w systemie elektroenergetycznym, co jest niezbędne dla określenia rysującego się w następnych latach niedoboru mocy oraz wyznaczenia niezbędnych przyrostów nowych mocy.
Jak elektrownia, to także odpady
Resort gospodarki ocenił, że wdrażanie energetyki jądrowej trwa minimum 12-15 lat i że w związku z tym nie jest możliwe włączenie do sieci pierwszego bloku jądrowego przed 2021 r. (i nie jest też możliwe odkładanie decyzji rozpoczynających wdrażanie programu energetyki jądrowej bez poważnych skutków dla bezpieczeństwa energetycznego Polski). Zarazem 2021 rok pojawił się jako data wprowadzenia energii jądrowej do sieci, a w innych miejscach dokumentu występował rok 2025. Widać, że nie były to przemyślane daty, widać też, że akurat odkładanie decyzji po raz kolejny udało się bardzo dobrze. Nie zaczęła się nawet kampania informacyjna, chociaż tę przewidywał już rząd Marka Belki (zakładając optymistycznie, że w 2008 roku będzie społecznie zaakceptowana lokalizacja elektrowni jądrowej w Polsce).
Tymczasem nie ma nawet programu zagospodarowania odpadów promieniotwórczych. Państwowa Agencja Atomistyki, której nikt nie pytał o zdanie przy przygotowywaniu projektu polityki energetycznej do 2030 roku, uważa, że budowa nowego składowiska powierzchniowego lub przypowierzchniowego i głębokiego składowiska geologicznego powinna być prowadzona równocześnie z budową elektrowni jądrowej.
Potrzeba mało miejsca, ale czy wiadomo, gdzie
Resort gospodarki wskazywał, że elektrownie jądrowe wymagają znacznych ilości wody do chłodzenia, natomiast powierzchnia pod lokalizację reaktorów i urządzeń wytwórczych prądu oraz na strefy ochronne jest ograniczona w stosunku do innych źródeł energii. Na przykład nowoczesna elektrownia jądrowa o mocy 1200 MW wymaga przy polskich przepisach 25 hektarów gruntu, a dla porównania zeroemisyjna elektrownia węglowa o mocy 1800 MW potrzebowałaby ponad 100 hektarów gruntu oraz drogiej instalacji wychwytu i magazynowania dwutlenku węgla (farma wiatrowa o mocy 1000 MW zajmuje aż 1000 hektarów).
Niemniej jednak zgoda społeczno-polityczna w sprawie lokalizacji elektrowni jądrowej to klucz do dalszych działań. W ostatnich latach pojawiały się różne nazwy miejscowości, w których lokalizacja elektrowni jądrowej byłaby zasadna. Poza Żarnowcem, mowa była o Bełchatowie, Kopaniu koło Koszalina, Nowym Mieście, Małkini, Wyszkowie, Chodczy czy Gościeradowie. Na razie nikt z mieszkańcami tych miejscowości nie rozmawiał.
