Serwis informacyjny
Łotwa i Estonia wciąż przeciw Polsce w Ignalinie?
Data dodania: piątek, 2007.03.09, autor: gazeta.pl
Czy spory między państwami nadbałtyckimi podminują plany budowy wraz z Polską nowej elektrowni jądrowej na Litwie? Łotwa i Estonia są niezadowolone z porozumień Polski i Litwy w sprawie tej inwestycji - donoszą agencje prasowe. Warszawa uspokaja, że rozmowy o inwestycji wciąż trwają.
Burzę rozpętała działająca w państwach nadbałtyckich agencja informacyjna BNS. Łotwa nie zaaprobowała udziału Polski w budowie nowej elektrowni jądrowej w Ignalinie na Litwie - ogłosiło we wtorek BNS, powołując się na wypowiedź premiera Łotwy Aigarsa Kalvitisa. Francuska agencja AFP poinformowała natomiast, że z projektu budowy elektrowni na Litwie może się wycofać Estonia. - Rząd Estonii musi teraz podjąć decyzję, czy zgodzić się na złamanie istniejących już porozumień z Litwą - cytowała AFP wypowiedź Heido Vitsura, doradcy ministra gospodarki Estonii. Według Vitsura Estonia powinna rozważyć alternatywę udziału w nuklearnych projektach w innych miejscach.
Kontrowersje wybuchły tuż przed szczytem państw UE, na którym od czwartku jest omawiana polityka energetyczna UE do 2020 r. W Warszawie doniesienia agencyjne wywołały konsternację. - Nie komentujemy wypowiedzi polityków. Mogę tylko powiedzieć, że cały czas prowadzimy rozmowy z firmami energetycznymi na Łotwie i Estonii - powiedziała nam Dominika Tuzinek-Szynkowska, rzecznik państwowego koncernu Polskie Sieci Elektroenergetyczne, który ma wziąć udział w budowie litewskiej elektrowni.
- W stanowisku Łotwy nic się nie zmieniło, jak w środę przekazała naszej ambasadzie wiceminister gospodarki Łotwy Ilga Preimate - powiedział nam Lech Małecki, dyrektor departamentu energetyki w Ministerstwie Gospodarki.
Całe to zamieszanie miał wywołać podpisany w ostatni piątek w Warszawie przez premiera Jarosława Kaczyńskiego i premiera Litwy Gedyminas Kirkilasa komunikat w sprawie politycznego poparcia dla firm z obu państw, które zamierzają budować nową elektrownię jądrową na Litwie. Sęk w tym, że w relacjach z tej uroczystości przedstawiono jako pewnik, że Litwa dostanie 34 proc. udziałów w konsorcjum budującym nową elektrownię, a pozostałe trzy państwa - po 22 proc. Rzeczywiście, tak chce Litwa. Ale nie jest to jeszcze zatwierdzone. Łotwa i Estonia chcą równego podziału udziałów w konsorcjum, po 25 proc. dla każdego z czterech państw.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, kontrowersje w Rydze i Tallinie budzi też plan zwiększenia mocy elektrowni (a więc też jej kosztów) po dołączeniu Polski do tego projektu. Wcześniej trzy państwa nadbałtyckie chciały zainwestować w zakład 2,5 do 4 mld euro. Kiedy do projektu dołączyła Polska, zaczęto rozważać budowę większego zakładu, już za 6 mld euro. - Nas na to stać, ale nie jest pewne, czy na większy wydatek są przygotowane firmy z Łotwy i Estonii - ocenia nasz rozmówca.
Część litewskich ekspertów rozważa, czy nowej elektrowni jądrowej nie budować bez Łotwy i Estonii, a tylko z Polską, która eksportowałaby energię do Europy Zachodniej. Taki pomysł popiera litewski poseł Eligijus Masiulis.
Dla Wilna budowa nowej elektrowni jądrowej ma ogromne znaczenie. Zgodnie z umowami z UE do końca dekady Litwa musi zamknąć zbudowaną w czasach Związku Sowieckiego elektrownię jądrową w Ignalinie, która obecnie zaspokaja większość zapotrzebowania Litwy na energię. Bez nowej elektrowni jądrowej Litwa będzie zmuszona albo importować energię, albo budować elektrownie opalane np. gazem z Rosji. W zeszłym roku Litwa zdecydowała się więc na nową elektrownię jądrową, a plan poparły Łotwa i Estonia. Polska dołączyła pod koniec zeszłego roku po podjęciu decyzji o budowie planowanego od lat połączenia energetycznego z Litwą. Dzięki temu PSE mogłoby sprowadzać energię z zakładów, których jest udziałowcem. Inaczej Polska stałaby się tylko rynkiem zbytu dla importowanej energii. Wspólny projekt energetyczny Polski i państw nadbałtyckich ma tez służyć integracji gospodarczej tych nowych członków UE.
