Serwis informacyjny

Z powrotem do elektrowni zamiast na śmietnik

Data dodania: poniedziałek, 2006.09.11, autor: rp.pl

Większość państw postawiła na składowanie odpadów z elektrowni jądrowych kosztem milionów dolarów. Jednak trzy postanowiły je przerabiać z zyskiem dla siebie, jednocześnie zapewniając sobie bezpieczeństwo dostaw surowca.

Przerób wypalonych prętów uranowych, które są podstawowym źródłem energii w elektrowniach, pozwala nie tylko oszczędzać paliwo, ale też redukuje zanieczyszczenie środowiska.

Współczesne technologie pozwalają odzyskać do 96 proc. paliwa. Doświadczenie niektórych krajów w tym zakresie może stać się jednym z argumentów za wprowadzeniem w Polsce energetyki jądrowej. Gdyby nasz kraj zdecydował się na przerób odpadów, maksymalnie zredukowałaby się ich ilość. Zamknięty cykl korzystania z uranu także zwiększa bezpieczeństwo energetyczne kraju nieposiadającego własnych złóż tego surowca.

Liderem w przetwarzaniu odpadów jądrowych jest Francja. Dwa duże zakłady tego typu - w Marcoule na południu kraju (o zdolności przerobowej 1000 ton rocznie, uruchomione już w 1958 r.) oraz w La Hague w Normandii (o zdolności przerobowej 1600 ton, uruchomione w 1967 r.), świadczą również usługi dla elektrowni w Belgii, Holandii, Niemczech, Szwajcarii, Japonii.

Całością procesów wytwarzania i przeróbki paliwa jądrowego we Francji zajmuje się była państwowa spółka COGEMA, należąca do międzynarodowego koncernu Areva NC. Od lat na odzysku paliwa nuklearnego zarabiają także Brytyjczycy. Koncern BNFL zajmuje się przeróbką paliwa od lat 60. Zakład w Sellafield może przerabiać 1200 ton zużytego paliwa jądrowego rocznie. Przerabia się tam również odpady z innych krajów, głównie z Dalekiego Wschodu. W ubiegłym roku British Nuclear Group, spółka zależna BNFL zajmująca się m.in. tą działalnością, zarobiła na czysto 72 mln funtów przy przychodach 2,1 mld funtów.

Zyski z przeróbki prętów uranowych kuszą też inne kraje korzystające z energetyki nuklearnej. Trzecim graczem na tym rynku chce być Rosja. W kraju tym od lat działa zakład PO Majak, który po modernizacji miał się stać konkurentem COGEMA i BNFL. Jego moce przerobowe wynoszą jednak zaledwie 400 ton rocznie. Rosyjskie władze pod naciskiem opozycji i ekologów nigdy nie wprowadziły w życie przyjętych jeszcze w 2001 r. planów komercyjnej przeróbki paliwa dla zagranicznych elektrowni. Klientami miały być zakłady m.in. z Bułgarii, Czech, Węgier i Finlandii, wykorzystujące radzieckie reaktory. Na razie więc Rosja przerabia tylko paliwo z ukraińskich elektrowni jądrowych na podstawie umów zawartych wiele lat temu. Dopiero w tym roku postanowiono zbudować kolejny zakład w Żeleznogorsku.

Tak właśnie stało się w Japonii. Kraj ten ze względu na małe rozmiary i gęste zaludnienie praktycznie nie może sobie pozwolić na budowę wielkich składowisk odpadów nuklearnych. Od lat więc Japończycy korzystają z usług francuskich i brytyjskich zakładów. Jednak wysokie koszty sprawiły, że kilkanaście lat temu postanowiono wybudować własny zakład w Rokkasho. Początkowo wartość budowy oszacowano na 6,5 mld dolarów, ale z czasem wzrosła ona aż do ponad 17 mld dolarów. Zakład o mocy przerobowej 800 ton rocznie miał ruszyć w ubiegłym roku, ale nadal nie jest uruchomiony.

Wysokie koszty budowy zakładów powodują, że nadal jest to technologia dostępna tylko dla nielicznych. Np. Francja, budując swoje zakłady, początkowo nie stawiała na ich rentowność. Celem było zapewnienie jak najmniejszej ilości składowanych odpadów oraz maksymalne uniezależnienie się od zagranicznych dostawców uranu.

Tagi


Podziel się z innymi


Komentarze