Serwis informacyjny
Polska 2008: I stanie się ciemność?
Data dodania: piątek, 2005.04.29, autor: bankier.pl
Zostało naprawdę niewiele czasu, a sprawy zaszły za daleko. Eksperci uważają, że przy obecnym wzroście zużycia energii elektrycznej, mimo wybudowania Łagiszy, Pątnowa II i Bełchatowa II, mimo dociążenia bloków z instalacjami odsiarczania, mimo stosowania nisko zasiarczonego węgla w Polsce w roku 2008 zabraknie 20 TWh energii. Czy za trzy lata czeka nas katastrofalny blackout?
Skąd taki scenariusz? Głównie za sprawą naszej obecności w Unii Europejskiej i spełnieniu, nałożonych na naszą energetykę, obostrzeń dotyczących emisji niekorzystnych dla środowiska naturalnego SO2 i NOx.
Przypomnijmy, że Polska jest zobowiązana do stosowania standardów emisji wynikających z Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady Europy Nr 2001/80/WE (LCP).
Dyrektywa ta, obejmująca duże źródła spalania o mocy w paliwie powyżej 50 MWt, będzie obowiązywać w zakresie SO2 od 1 stycznia 2008 r. Do tego czasu (a więc biorąc pod uwagę czas trwania inwestycji ? ?na wczoraj?) operatorzy będą musieli dostosować swoje źródła do jej wymogów.
Przedstawiciele Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie (TGPE) przypominają, że polscy energetycy od dawna zdawali sobie sprawę z niemożności wywiązania się przez polskich wytwórców ze zobowiązań wynikających z tej Dyrektywy w wymaganych terminach. W związku z tym zostały wynegocjowane i zapisane w Traktacie Akcesyjnym odstępstwa od norm i terminów wymaganych przez Dyrektywę (tak zwane derogacje). Miały one umożliwić łagodniejszy i mniej kosztowny dla konsumentów sposób osiągnięcia wymaganych standardów emisyjnych.
- Przedstawiciele sektora energetycznego już w trakcie negocjacji Traktatu Akcesyjnego zwracali przedstawicielom rządu uwagę na niekorzystne zapisy w tym dokumencie ? mówi Jan Kurp, prezes Zarządu Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie i prezes Zarządu Południowego Koncernu Energetycznego. - Nasi negocjatorzy widocznie nie byli w stanie przekonać Unii Europejskiej o zasadności zgłaszanych uwag.
W ostatnim okresie negocjacji Traktatu Akcesyjnego zapisano w nim emisyjne cele pośrednie na lata 2008, 2010 i 2012, których Polska nie może przekroczyć, w wysokościach, które są absolutnie niemożliwe do spełnienia przy utrzymaniu produkcji energii elektrycznej na wymaganym przez polską gospodarkę poziomie.
- Jest tu więc rozbieżność, trzeba bowiem określić, który z tych zapisów jest obowiązujący - niepokoi się Sławomir Krystek, dyrektor biura TGPE. - Jeśli obowiązują limity emisji przyznane przedsiębiorstwom, to wiadomo, że wtedy sektor energetyczny będzie mógł funkcjonować normalnie. Gdyby się okazało, że musimy spełnić cele pośrednie dla kraju, to w takim przypadku konieczne byłoby wyłączenie źródeł o największej emisji, ponieważ do roku 2008 nie ma najmniejszych szans, żeby te wymogi spełnić.
Zdaniem Grzegorza Górskiego, prezesa Electrabel Polska, polski rząd w tej sprawie chowa głowę w piasek i nie umie podjąć konsekwentnej decyzji.
- Polski rząd uważa, że Traktat Akcesyjny jest święty. Owszem, może być święty, ale który z tych dwóch zapisów dotyczących emisji jest bardziej święty i powinien obowiązywać? - pyta Górski.
Dokładnie rok temu TGPE wraz z Polskim Towarzystwem Elektrowni Zawodowych wystosowało list do ówczesnego wicepremiera Jerzego Hausnera, w którym zwracano uwagę na konieczność podjęcia przez rząd rozmów z Komisją Europejską w sprawie poziomu emisji SO2 i NOx (szeroko pisaliśmy o liście w "Nowym Przemyśle", nr 4/04). List pozostał bez odpowiedzi.
W jednym ze stanowisk TGPE czytamy, że "jeśli polski przemysł energetyczny miałby zrealizować emisyjne cele pośrednie zapisane w Traktacie, oznaczałoby to, że Polska spośród wszystkich państw członkowskich ma spełnić najostrzejsze warunki emisyjne, przekraczające znacznie wymagania Dyrektywy. Nie znajdujemy żadnego uzasadnienia, aby tak było. Sytuacja taka narusza fundamentalne zasady równego traktowania podmiotów w Europie".
Z wykonanych przez Towarzystwo analiz wynika, że spełnienie tak ostrych celów pośrednich spowoduje deficyt energii elektrycznej w Polsce i uniemożliwi funkcjonowanie rynku energii. Wymagałoby to poniesienia przez przedsiębiorstwa energetyczne dodatkowych kosztów (szacowanych na 12,7 mld euro) i znaczącego wzrostu cen energii elektrycznej.
Poszukując sposobu złagodzenia skutków wdrożenia Dyrektywy, przedstawiciele branż nią objętych 30 marca 2004 r. zarekomendowali przygotowany przy udziale Ministerstwa Gospodarki i Pracy oraz Ministerstwa Środowiska tzw. Krajowy Plan Redukcji Emisji jako metodę jej implementacji. Jednocześnie wnioskowali o przedłożenie rządowi do akceptacji przygotowanej zgodnie z wymogami zawartymi w Dyrektywie propozycji Planu, celem złożenia w wymaganym terminie do 30 kwietnia 2004 r. stosownego wniosku do Komisji Europejskiej.
Propozycja ta jest zgodna z wnioskiem nr 7 z załącznika nr 2 do Polityki Energetycznej Polski do 2025 roku przyjętej przez Radę Ministrów 4.01.2005 r.: "(...) kluczowym zagadnieniem dla polityki energetycznej jest uzgodnienie z Komisją Europejską wypełniania przepisów Dyrektywy 2001/80 w oparciu o Krajowy Plan Redukcji Emisji(...)?.
- KPRE wydaje się dziś jedynym rozsądnym rozwiązaniem pozwalającym na zaspokojenie w przyszłości popytu na energię - ocenia Jan Kurp.
Przyjęcie KPRE jako metody wdrożenia Dyrektywy LCP umożliwia podjęcie rozmów z Komisją Europejską w celu złagodzenia emisyjnych celów pośrednich zapisanych w Traktacie Akcesyjnym, względnie ich przesunięcia w czasie. Dzięki funkcjonowaniu KPRE nastąpi ograniczenie kosztów redukcji zanieczyszczeń, co pozwoli pełniej wykorzystać nakłady na modernizacje poniesione przez wytwórców w latach 90., pozwoli także na płynniejszą przebudowę surowcową polskiej energetyki, zachowując dłużej zbyt dla rodzimego węgla. Ograniczone i rozłożone zostaną w czasie niezbędne koszty modernizacji i odtworzeń w elektrowniach, elektrociepłowniach i ciepłowniach.
Zdaniem Sławomira Krystka, Komisja Europejska może w przypadku niezrealizowania zapisów Traktatu Akcesyjnego pozwać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu. Uważa on, że spełnienie wymogów Traktatu będzie wymagało zmiany struktury wytwarzania energii w Polsce, co nie jest w interesie Unii Europejskiej.
- Jeżeli przestaniemy produkować energię z węgla i przejdziemy na produkcję energii z gazu lub na energetykę jądrową, to wiadomo, że docelowo spełnimy wymogi dotyczące emisji ? zastanawia się Sławomir Krystek. ? Problem w tym, że takiego paliwa pierwotnego w UE jest za mało. Nie wiem, czy Polskę stać na to, żeby w krótkim czasie zaprzestać produkcji węgla i żeby górnicy poszli do domów, a energetykę przestawić na gaz z Rosji czy Norwegii.
Krystek przypomina, że do roku 2008 w Polsce nie ma możliwości oddania nowych bloków wytwórczych. Można do tego czasu zwiększyć przepustowość na transgranicznych liniach przesyłowych i wtedy będzie można zwiększyć import energii. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że działamy na rynku, a na rynku towar deficytowy drożeje. Tak czy siak, może być źle.
- W Polsce nie nauczyliśmy się kultury politycznej - komentuje Krystek. - W wielu krajach, szczególnie skandynawskich, polityka energetyczna jest niezależna od politycznych przetasowań. Przychodzą kolejne rządy, które z opozycją uzgadniają posunięcia dotyczące tego sektora. To powinno być poza przetargami politycznymi, każdy rząd będzie miał górnictwo i energetykę na głowie, dla każdego rządu powinno być ważne to, czy energia będzie tania lub droga.
Oczekiwanie na dobrą kulturę polityczną w Polsce i na w miarę poważne traktowanie problemów gospodarczych przez kolejne rządy przypomina szukanie świętego Graala. Szkoda, że za tę jałową poszukiwawczą aktywność będziemy musieli wszyscy zapłacić.
