Serwis informacyjny
Chcemy ekologii? Inwestujmy w atom
Data dodania: poniedziałek, 2005.03.14, autor: cire.pl
Polska powinna rozpocząć prace nad rozwojem energetyki jądrowej - uważa Tomasz Podgajniak, sekretarz stanu w Ministerstwie środowiska. Takie są konsekwencje tworzonej obecnie unijnej polityki ekologicznej 2012 r. - napisała "Gazeta Wyborcza".
W ubiegłym tygodniu w UE rozpoczęła się dyskusja o tym, jak będą wyglądały emisje zanieczyszczeń w odległej przyszłości, gdy wygasną dziś obowiązujące postanowienia Protokołu z Kioto. Podczas czwartkowego posiedzenia Rady Ministrów UE szefowie resortów środowiska państw Dwudziestkipiątki zadecydowali, że po 2012 r. redukcje będą zdecydowanie większe niż w kilku najbliższych latach. W 2020 r. - aż o 15-30 proc., a do 2050 r. - nawet o ponad 60 proc.
Unijne plany sprawiają, że trzeba zmienić profil polskiej elektroenergetyki. - Dyskusja w ramach rządu już się zaczęła. Skoro nie możemy bazować tylko na węglu, to na czym? Musimy pamiętać o bezpieczeństwie energetycznym państwa. źródła alternatywnej energii odnawialnej takiej jak wiatr mogą zaspokoić ok. 10 proc. zapotrzebowania energetycznego, jaki prognozujemy w 2020 r. - mówi Podgajniak. - Jestem zdecydowanie za rozwojem energetyki jądrowej w Polsce. Nie widzę alternatywy - dodaje minister.
Nie wiadomo czy ten rząd będzie miał wolę, by przynajmniej rozpocząć prace studyjne - np. nad potencjalną lokalizacją elektrowni jądrowej, ale kolejna ekipa nie będzie miała większego pola manewru, bo UE już podjęła pierwszą, kluczową decyzję w sprawie wielkości redukcji zanieczyszczeń. Choć niewiele brakowało, by Polska tę decyzję zablokowała.
Sprawujący prezydencję w UE Luksemburg proponował, by poziom redukcji określać w odniesieniu do 1990 r. Taki punkt odniesienia był dla Polski skrajnie niekorzystny - w tamtym czasie gospodarka Polski miała najniższą produkcję w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Znacznie lepszym rokiem odniesienia byłby dla Polski 1988 r., kiedy nasza gospodarka wytwarzała więcej.
- Gdyby 1990 r. pozostał, musiałbym tę decyzję zawetować, bo taki punkt odniesienia oznaczałby, że Polska musiałaby proporcjonalnie redukować dużo więcej niż inne państwa - relacjonuje minister Podgajniak, który reprezentował Polskę na Radzie Ministrów UE ds. środowiska. - Jednak doszliśmy do kompromisu, rok 1990 zniknął i wycofałem swój sprzeciw.
Decyzja Rady ma ogromne znaczenie. Procentowe poziomy redukcji najprawdopodobniej zostaną zaakceptowane na wiosennym szczycie UE (22-23 marca) i tym samym staną się oficjalną polityką Unii - do realizacji której Polska będzie zobowiązana.
